Najgorsze sny, myśli, uczynki

Nie pamiętam snów. Prawie nigdy, prawie w ogóle. Ale niedawno śniłem, że wychodzę, uciekam z obozu koncentracyjnego. Pada strzał w plecy, ale ktoś biegł tuż za mną, i to on ginie. Ja też przewracam się w trawę, staczam do rowu, i w nim czołgam się dalej, byle dalej…

Tyle.

Sen wydobył moje prawdziwe wspomnienia z Auschwitz. To znaczy, gimnazjum, ja, przeszklona komora pełna obciętych włosów. Komora obciętych włosów, kobiecych warkoczy. Każdy zapleciony z czułością, każdy kosmyk układany z uwagą, leżą na stercie obcięte.

– Dachau?
– Dachau! – przybijam piątkę z koleżanką, siedzimy w Miejscu na Kazimierzu, przy piwie okazało się, że nasi pradziadkowie dzielili obóz.

Ale jeszcze, w komorze z włosami, stłoczona gimnazjalna wycieczka. Trzymam dłoń płasko na moim udzie, i czuję, jak jej wierzch opiera się o udo koleżanki, w której kocham się od miesięcy. Chcę ją złapać za tyłek. Przechodzimy przed witrynę ze stosem butów. Odważyłem się dotknąć dwoma palcami.


W nagłówku Zbigniew Libera, KLZ Lego (1996)