Polaki robaki czyli „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej

Nie twierdzę, że nie ma w Twarzy Małgorzaty Szumowskiej dobrych stron. Są, są. I właśnie dzięki nim, a może przez nie, czuję przygniatające rozczarowanie. To mógł być dobry film. Obejrzałem go dopiero teraz, na Off Camerze, więc spóźniłem się na dyskusje. Ale może i tak dołożę kilka słów, w końcu blogerem jestem i mam obowiązki blogerskie. A kino antypolskie to moje ulubione.

No bo na przykład zdjęcia. Razem z Michałem Englertem Szumowska komponuje piękne kadry. Używa ekstremalnie płytkiej ostrości, żeby wyławiać na przykład twarze wśród tłumu, albo sylwetki zgubione w przestrzeni. Czy da się mieć zbyt dużo pięknych zdjęć? Niby nie. Ale można nadużywać tego efektu wybiórczej ostrości. Przez nadużycie ten artystyczny wysmakowany zabieg zmienia się w efekciarstwo.

To nie jest żaden problem. To tylko pierwsza połowa analogii. Poczekaj, zaraz odsłonię drugą!

(tekst dostępny również na moim fejsie, na spreakerze jako podcast, i na youtube)

Czytaj dalej „Polaki robaki czyli „Twarz” Małgorzaty Szumowskiej”

Wieża. Jasny Dzień.

Bardzo cieszy mnie zwycięstwo filmu Wieża/Jasny Dzień w konkursie głównym tegorocznej Off Camery. To całe sprzedawanie duszy kapitałowi, gwiazdy tvnu, długa lista luksusowych sponsorów – jednak okazuje się nie być zupełne i ostateczne. Zostało jeszcze trochę niezależności w festiwalu kina niezależnego, jeszcze trochę offu w Offie.

Dopiero na festiwalu obejrzałem ten film, i zostałem na spotkaniu z reżyserką. Jaki to jest film, zapytasz. Ano to jest film, w którym do domu schowanego w lasach na głębokiej prowincji przyjeżdżają – z okazji pierwszej komunii dziewczynki – goście. W tym jej biologiczna matka, której dziewczynka prawie na pewno nie pamięta. Wychowywała ją, jako swoje dziecko, jej siostra.

(wpis dostępny też na moim facebooku i w wersji audio na youtube)

Czytaj dalej „Wieża. Jasny Dzień.”

Miejsce urodzenia (1992)

Jedna z najważniejszych, i najbardziej wstrząsających, i osobistych rzeczy, jakie można zobaczyć. „Miejsce urodzenia”, film dokumentalny Pawła Łozińskiego z 1992 roku.

Dokument ma bardzo proste założenie. Henryk Grynberg wraca do okolic wsi w której się wychowywał. Do miejsc, w których w trakcie okupacji niemieckiej wraz z rodziną ukrywał się.

(wpis również na moim Facebooku i w wersji audio na YouTube)

Starzy ludzie tam jeszcze pamiętają jego rodzinę, jego. Henryk próbuje się dowiedzieć, co stało się z jego ojcem. Wie, że zginął z rąk polaka, od siekiery. Nie wie gdzie leży jego ciało, nie wie, kto i dlaczego go zabił.

To ludzie też mogą pamiętać. Pamięć jest bolesna, trauma po latach wstrząsa ciałami wszystkich zaangażowanych.

I można mówić o tym filmie na poziomie bardzo intymnym, osobistym. Zmowa milczenia spotyka się tu z bardzo podstawowym odruchem, aby pomóc człowiekowi dowiedzieć się co się stało z jego ojcem. Żeby pomóc dowiedzieć się – i zobaczyć resztki nadziei, że być może żyje – co stało się z małym braciszkiem Henryka.

Można rozpatrywać go w kategoriach historycznych. Pamięciowych. I to będzie niezwykle cenny dokument, dający trochę wglądu w wojenną przeszłość. A także wgląd w trudne powroty, i politykę pamięci o zagładzie w potransformacyjnej polsce.

I wreszcie jest też podejście psychoanalityczne, gdzie powrót realnego powoduje wstrząs, gdzie wyparte organizuje rzeczywistość – i może wypowiedzenie, przypomnienie sobie, jest sposobem na oczyszczenie.

„Miejsce urodzenia” w końcu, jest zapisem doświadczenia tak skrajnego, że w moim odczuciu wręcz wyrywa się poza kategorię tego, co jeszcze jest filmem, a już jest… jest nie do opisania.