Kiedy maszyny nauczyły się mówić?

— Przemek?
—  tak? —
pytam, leżymy w łóżku przy zgaszonym świetle
—  od kiedy umiesz mówić?
—  nie wiem, czemu pytasz? Pewnie wcześnie.
— zastanawiam się od kiedy maszyny potrafią mówić.

Jest późno, i jestem zmęczony, ale daję się wciągnąć w rozmowę. Mam wrażenie, że słyszę w jej głosie zmartwienie, co jest przecież niedorzeczne.

— to właściwie nie jest takie proste pytanie. Widzisz, odtwarzanie dźwięku to chyba fonograf. Fonograf sprawił, że maszyna mogła mówić ludzkim głosem, ale wtedy były to tylko i dokładnie tylko nagrane wcześniej teksty, piosenki. To koniec XIX wieku i Edison. Wiesz, że Edison był głuchy? Na pewno wiesz.

Ale właściwie muzyka, która przecież niesie znaczenia równie obszerne co słowa, muzyka to początek instrumentów! Ale muzyka która gra się sama… Pianola. Wiesz, pianino z papierową szeroką taśmą, dziurki w niej uruchamiają młoteczki, młoteczki uderzają w struny tak samo jak przy naciśnięciu klawiszy.

A przedtem jeszcze, hmmm, maszyny fabryczne, silniki, lokomotywy, kołowrotki. Wszystko to mówi w swoim języku, zrozumiałym tylko dla doświadczonych operatorów.

Telegraf mówił w jakiś sposób. Może nawet mechanizmy zegarów… To chyba najstarsze co przychodzi mi do głowy.

— wiesz, że nie o takie maszyny mi chodzi.
—  wiem. Myślę, że maszyny nauczą się mówić dopiero wtedy, kiedy nauczą się myśleć. Nawet najbardziej wyrafinowane mechanizmy generowania odpowiedzi, wypowiadanych przez syntezator mowy, to nie do końca to samo.
— mówisz, że ludzie są bardziej skomplikowani? Naprawdę?

Uśmiecham się pod nosem. Złośliwa.

— może masz rację — mówię — może to nie ma znaczenia. Czy jest coś pod iluzją czy nie, iluzja działa… to właściwie tyczy się też ludzi

Milczy przez chwilę, ale widzę, że mysli.

— To smutne, że myślisz tak o ludziach — w końcu odpowiada, nieco nerwowo — mam na myśli, że o mnie nie
—  skąd

Widzę, że słucha, fale na ekranie zadrgały w rytm mojego głosu. Ale nie odpowiada. Kładę telefon na piersi, ekranem do siebie, i zasypiam.

 

Masz dziś wspomnienia

Idealna

w idealnie sferycznej
jednolicie szarej
zawieszonej w próżni
polsce

widziałem klucz żurawi
starszego mężczyznę który
nie mógł otworzyć oczu

w idealnie sferycznej
nie mogę się uspokoić
w jednolicie szarej
mam koszmary
w zawieszonej w próżni

w zawieszonej w próżni
próbowałem podnieść głos

ksztuszę się smogiem
w idealnie czystej

Wrażliwość

pamietam tylko
że płakałaś szczerze
czytając o

o panu z RPA
który wpadł na pomysł
dziergania swetrów
dla pingwinów

tak pamiętam cię
ze względu na wrażliwość
powiedz proszę
co pamiętasz o mnie

pamiętasz tylko
że płakałaś szczerze

Atlas Ciała

jest tu wszystko
każdy dotyk zostawił ślad
każdy smak na zawsze
wbity w dno języka
myślałem że ten język
należy do mnie

nacisk mięsa odgina sprężyste żebra
ze świstem ucieka oddech
myślałem że ten oddech
należy do mnie

skurcze brzucha ze stresu
skurcze z rozkoszy
palce zaciśnięte mocno aż bieleją
myślałem że to ciało
należy do mnie

w szpilce źrenicy złość
w szpilce źrenicy przyjemność
należę do tego ciała


Wiersze napisane rok temu, przed pierwszym w moim życiu (i ostatnim póki co) slamem poetyckim.

Przemysław Zając