Ból tworzenia – o Indie Game: The movie.

Obejrzałem film, o którym chciałbym napisać kilka słów. To Indie Game: The movie. Dokument, opowiadający historię kilku twórców gier niezależnych. Film, który był dla mnie fascynujący, i dotykający, chociaż nie mam z grami wiele wspólnego.

To dobrze zrobiony dokument, klasyczny w formie. Poznajemy parę deweloperów któzy zblirzają się do wydania swojej gry, jednego który odniósł sukces kilka lat wcześniej, i jednego, który wciąż premierę swojej gry odwleka w przyszłość. Najciekawiej wypowiada się autor Braid, sukcesu sprzed lat, Jonathan Blow, ale każdy z nich mówi coś ciekawego, i każdy z nich jest bardzo prawdziwy.

Film dotyka wątku, że oni, niezależni twórcy, są pierwszą generacją która dorastała z grami, z grami kupowanymi dla nich przez rodziców. Dla nich gra jest naturalnym środkiem rozrywki, i wyrazu. Ciekawe wydaje mi się, że każda z tych indie gier jest platformówką, bo w takie grali oni. Dla mnie to pewnie byłby gothikopodony rpg. Ale, tak naprawdę, gry nigdy nie były moim medium. Dla mnie naturalnym środkiem wyrazu będzie obraz, film, słowo pisane, w końcu wreszcie może gra.

I tak naprawdę nie jestem nawet pewien czołówki mediów. Ale wiem, że opowieść o trudzeniu się w wyrażeniu siebie poprzez tekst – jakiego rodzaju by nie był – jest opowieścią która rezonowała ze mną mocno.

Użycie w tym celu gry niezależnej jest wyjątkowo ciekawe. Bo to znacznie bardziej kapitałochłonne, i prawdopodobnie również czasochłonne (chociaż to nie zawsze prawda), od najbardziej naturalnego: mówienia i pisania. A jednak nieco prostrze – wydaje mi sie – niż film niezależny. Przede wszystkim wymaga mniej kontaktu z ludźmi. Może dobrym porównaniem trudności wejśćia byłby film animowany? Mniejsza o to.

W każdym razie polecam film w wolnej chwili. Nie jest to film w żaden sposób wybitny, ale jest to film w którym znalazłem trochę swojego odbicia. I może Ty też znajdziesz.

Reklamy

Jak przegrałem Wojnę Sztuki

Kiedy szukałem porad dla tak zwanych kreatywnych, wielokrotnie natrafiałem na polecenie książki The War of Art Stevena Pressfielda. Wierzę, że warsztat wyrabia się nie tylko ćwiczeniem i „inspiracją”, ale też edukacją – pozyskiwaniem nowych narzędzi. Przeczytałem tę książkę od deski do deski, i muszę przyznać, znalazłem w niej coś mądrego. Coś rozjaśniającego proces twórczy. Ale! Ale całą tą mądrą treść można by zapisać w trzech akapitach, a dodatkowo podczas lektury należy uważać na szkodliwe pomysły.

Czytaj dalej „Jak przegrałem Wojnę Sztuki”

czytając Maus

Jest czerwiec 2017, mieszkam w Krakowie, przeczytałem właśnie Maus. To komiks, który opowiada o losie Władka Spiegelmana, który przeżył Holocaust. Komiks, o jego synu Arcie, rysowniku urodzonym po wojnie, który próbuje poradzić sobie z ojcem i tą przekazaną traumą. Biograficzny, non-fiction. Żydzi są w nim przedstawieni jako myszy.

Czytaj dalej „czytając Maus”