Czego nauczyłem się malując

Wyszarpnąłem z wnętrzności zakurzonego kartonu pomiętą reklamówkę, z pomiętej reklamówki zniszczone pudełko, a z pudełka: nierozpieczętowane farbki akrylowe. Mam tu też kilka pędzli: te noszą już ślady używania. Ale nie, że przeze mnie, nie nie!

Nie pamiętam, kiedy ja ostatnio używałem pędzla. W dzieciństwie? Na pewno. Lubiłem malować, niektóre z moich najwcześniejszych najwyraźniejszych wspomnień dotyczą malowania. No, krytyki którą wtedy otrzymałem.

Mój dziadek miał warsztat, w którym spędzał bardzo dużo czasu. Mieszkaliśmy, i byliśmy blisko, więc: imadło, hebel, piła tarczowa. W któreś wakacje zrobiliśmy razem sztalugę dla mnie.

No i plastyka w szkole, pewnie w gimnazjum jeszcze… czy później się zdarzało?

Później był raczej węgiel, węgiel to chyba moje ulubione medium, ciągle. Zasługa Profesora Zina? Albo mojego ponurego charakteru. I cienkopis, i pióro, czarny tusz.

Nie pamiętam, czy malowałem wtedy, kiedy moja ówczesna dziewczyna namawiała mnie na malowanie terapeutyczne, relaksujące. Sama zamalowywała maleńkie, kieszonkowe podobrazia.

Nie pamiętam, żebym dał się namówić.

Dużo później, malowałem terapeurycznie i relaksująco, przyrodę, z Bobem Rossem. Ale to już na tablecie, w emulującym farbę olejną i płótno programie. Całkiem poszedłem w cyfrę. Jeszcze kiedy pracowałem na Obsłudze Widza w kinie Cinema-City, za jedną z wypłat kupiłem tablet graficzny. Ale malowanie relaksacyjne zdarzało mi się rzadko – za rzadko – częściej próbowałem go używać do grafiki, wiecie, takiej którą nazywać lubię wernakularną grafiką użytkową.

Ale dziś, z jakiegoś nieodkrytego dla mnie jeszcze powodu, miałem zwrot w kierunku analogu.

Więc akrylem, z wodą w kubeczku po Danio, w szkicowniku który służył mi ostatnio raczej jako dziennik, namalowałem sobie drzewko. (Relaksacyjny wpływ Boba Rossa).

Oczywiście, namalowałem je źle, nie tak, i w ogóle robiąc masę błędów. Niby gdzieś rozumowo zawsze wiedziałem, że pracując na tablecie (i warstwach) robię coś innego, to pewnie też przez brak doświadczenia, no ale, ale, co właściwie chciałem powiedzieć?

Chciałem się podzielić (cennym chyba, chociaż może banalnym) doświadczeniem, jakie niesie ze sobą malowanie farbą na papierze. Błędy są nieodwracalne. Można na nich improwizować, przekształcać w coś pięknego, ale nie da się ich cofnąć. Jak w życiu!

Reklamy

Czytam: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Mówiłem już o tym doświadczeniu kilku bliskim, ale chyba potrzebuję sobie to uporządkować w tekście. Zwłaszcza, że kiedy o tym mówiłem, miałem wrażenie, że nie do końca udaje mi się wyrazić to, co chciałbym.

Chcę napisać o tym, jakie wrażenie zrobił na mnie Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, poeta. Nie czuję ani potrzeby, ani umocowania w narzędziach, żeby pisać o jego poezji krytycznie. Za to chciałbym pisać osobiście. Dlaczego czuję, że mogę pisać osobiście? Ha! Właśnie o to chodzi.

(wpis również na facebooku i w wersji audio na YouTube)

Czytaj dalej „Czytam: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki”

Prasówka na poniedziałek (4)

Dziś połączę wpis prasówkowy z wpisem dziennikowym, ale spokojnie, spokojnie, zacznę przede wszystkim od linków. Najpierw będą to linki o poezji! Później o sztuce. A później o całej reszcie, czyli będzie meta.

Poezja

Po pierwsze, Widma. Istnienie tego dwujęzycznego magazynu jakoś uchodziło mojej uwadzę, a teraz nadrabiam z pasją. Byłem w sobotę w Massolicie na ciekawym spotkaniu o środowisku poetyckim w Krakowie. Polecam i pismo, i miejsce.

Paulina Małochleb na swoim blogu stwierdza, że poezja młodych kobiet jest lepsza niż poezja starych mężczyzn. Jako mężczyzna na kursie do starości mogę tylko przytaknąć.

A krążąc jeszcze w temacie nominacji do Silesiusa – warto przeczytać 3 wiersze Julii Niedziejko, 6 wierszy Agaty Jabłońskiej, i chociaż dwa Emanueli Czeladki. To poetki nominowane do nagrody za debiut.

W swoich osobistych lekturach krążyłem jednak wokół dwóch starych mężczyzn, których również polecam. Nadrabiałem Krynickiego (za którego wskazanie dziękuję Maciejowi), i razem z nim naturalnie Celana i o Celanie.

Młodzi, wolni, i niepokorni mogą spróbować swoich sił w konkursie jednego wiersza Polikultury. Tu regulamin, termin to 19 kwietnia. Nagrodą jest zaprezentowanie twórczości (czyli coś, co właściwie jest pracą dla polikultury za darmo), a temat brzmi głupio, czyli może się zgłoszę bez poczucia presji.

Sztuka

W Krakowie nadchodzi Krakers, będzie się działo dużo, wszystko ładnie wylistował też Szum tutaj.

W Bunkrze już w sobotę otwarły się aż trzy wystawy. Na parterze wystawa o wojnie bardzo przypominająca tę ubiegłoroczną, CHOCIAŻ w tekście kuratorskim nie ma słowa o wojnach, tylko o przepływie informacji. Pewnie napiszę o niej obszerniejszy tekst na dniach. Na górze młoda sztuka – czyli zbiór wszystkiego, trochę bałagan, trochę ćwiczenie na wyobraźnię – warto dać szansę. No, a w piwnicy bardzo ciekawy projekt Niewyczerpalność, który pracuje nad audio.

Byłem też na Nocnej Zmianie Mikołaja Małka, notka bardzo często jest przez Was czytana.

Cała reszta, czyli meta

Trochę chyba ogarnąłem, że traktowanie fanpage jako miejsca do wrzucania tylko linków do bloga nie ma sensu. Zależy mi na interakcji z wami. Większa interakcja jest, kiedy wrzucam po prostu treść. Na blogu mam nad treścią dużo większą kontrolę, dodatkowo wiem, że nikt mi jej nie skasuje, no i mogą ją wyszukiwać google i ludzie niefejowi. Więc, z bloga nie zrezygnuję, ale tych z was którym wygodniej jest tak zapraszam na mój profil albo moją stronę.

Dodatkowo do notek zacząłem dogrywać wersje audio. Dźwięk czasem udaje mi się zmasterować lepiej, czasem gorzej. Są na YouTube, ale są też na Spreakerze (i soundcloudzie) jeżeli ktoś woli słuchać jak Podcastu. Oczywiście, Podcast to forma zwyczajowo dłuższa niż te 5-10 minut, i myślę, moi drodzy, myślę, czy nie robić jednego nagrania notek zbierającego tydzień, albo zapraszać kogoś do rozmowy. Bo sam do siebie chyba tyle nie potrafię. Raz mi ktoś powiedział, że ładnie mówię!

Długi cień

Spojrzałem ostatnio w przeszłość. I nie mam tu na myśli tylko wierszy z liceum które odgrzebałem, ale historię dużo odleglejszą, historię mojej rodziny. Rodziny bardzo rozległej.

Na swój sposób wyjątkową postacią w tej historii jest mój pradziadek Ludwik. Ludwik Zając. Jest on wyjątkowy dla mnie bo: karmiony byłem skrawkami historii jego bohaterstwa. Ma na nagrobku wykute w końcu „bohater”. „Bohater walk o Polskę w I i II wojnie światowej, uczestnik bitwy pod Monte Cassino”. Weszło mi to w pamięć. Jestem też najstarszym synem jego najstarszego syna najstarszego syna. Jak bardzo anachroniczna byłaby ta tradycja, jest to też specjalna nić porozumienia. W końcu, najsilniejsza być może, miałem nosić po nim imię.

(wpis dostępny również na moim Facebooku i w wersji audio na YouTube)

Czytaj dalej „Długi cień”