„Nanuk z Północy” („Nanook of the North”), Flaherty 1922

Oglądanie w 2018 roku Nanooka z Północy, niemego filmu niefikcjonalnego o życiu Inuity, jest trudne. To film z 1922 roku, jeden z pierwszych pełnometrażowych dokumentów.

Nie będę się rozwodził tu nad tym, jak dokładne jest w nim odwzorowanie ówczesnej rzeczywistosci, które imiona zostały w filmie zmienione, które sceny są rejestracją, a które odegraniem scenki przed kamerą. Prawdę mówiąc, i tu i tu widzę prawdę.

A może w obu wypadkach widzę tylko siebie? Oglądam film o polowaniach na morsy i roby, i mam trochę pożyczonej antropologicznej ostrożności, mam jej na tyle, żeby pamiętać: oglądam obrazy przez kogoś dobrane, przez kogoś połączone. Ten film to nawet nie źródło historycznej prawdy o ginącym świecie, a źródło wiedzy o ówczesnym sposobie patrzenia.

Ale nie jestem antropologiem, nie będę mówił o Inuitach, mogę mówić tylko o tym, jak te obrazy podziałały na mnie. A podziałały przygnębiająco, zobaczyłem okrucieństwo, okrucieństwo człowieka, natury, może jakąś jedność człowieka z naturą – w tym bolesnym, śmiertelnym splocie, pod ciężkim kamieniem mrozu.

Mój los, moje doświadczenie, jest bardzo odległe – przynajmniej póki co – od losu który wylosował w loterii urodzeń Nanook. Ale pamiętam, cały czas, że gdybym ja się urodził tam, to tak by mnie ukształtowało środowisko. Gdyby on urodził się tu i teraz, on pewnie tak jak ja cierpiałby prekariat(?).

Strasznie elastyczne z nas zwierzęta. A tam, na lodzie, w skórach, zwierzęcość człowieka widać jakby bardziej – to nie są takie straszne słowa. One sprawiają, że to polowanie na zwierzęta jest usprawiedliwione, znacznie bardziej, ech, naturalne, niż zjadanie ich w europejskim mieście.

vlcsnap-2018-07-09-16h52m59s979vlcsnap-2018-07-09-16h54m20s837vlcsnap-2018-07-09-16h55m15s034vlcsnap-2018-07-09-16h55m33s259

Trudno się ten film ogląda, bo trzeba być krytycznym wobec tego, co się widzi. A jednocześnie, kiedy już się to przyjmie – to zobaczy się mały, kieszonkowy świat, który odszedł. Może jest w tym opowieść uniwersalna. O ludziach, którzy się uśmiechają, rodzą w skórach, grzebią w śniegu, i giną, o nas wszystkich, setkach pokoleń wciąż i wciąż optymistycznie wiecznie przegranych w zetknięciu z czasem.

Reklamy