Wieża. Jasny Dzień.

Bardzo cieszy mnie zwycięstwo filmu Wieża/Jasny Dzień w konkursie głównym tegorocznej Off Camery. To całe sprzedawanie duszy kapitałowi, gwiazdy tvnu, długa lista luksusowych sponsorów – jednak okazuje się nie być zupełne i ostateczne. Zostało jeszcze trochę niezależności w festiwalu kina niezależnego, jeszcze trochę offu w Offie.

Dopiero na festiwalu obejrzałem ten film, i zostałem na spotkaniu z reżyserką. Jaki to jest film, zapytasz. Ano to jest film, w którym do domu schowanego w lasach na głębokiej prowincji przyjeżdżają – z okazji pierwszej komunii dziewczynki – goście. W tym jej biologiczna matka, której dziewczynka prawie na pewno nie pamięta. Wychowywała ją, jako swoje dziecko, jej siostra.

(wpis dostępny też na moim facebooku i w wersji audio na youtube)

 

Opis fabuły nie jest tu do końca potrzebny. Bo również reżyserka deklaruje, że nie jest w kinie zainteresowana opowiadaniem historii. Chodzi tu o film jako tworzywo sztuki.
A więc zobaczysz w tym filmie echa i nowej fali, i kina dogmy, a może i Kubricka? Zobaczysz subiektywną opowieść, powtórzenia z różnych punktów widzenia. Zobaczysz zabawę z samym tworzywem filmowym, z jego konwencjami, z Twoimi oczekiwaniami.

Bardzo podoba mi się doświadczenie tego filmu. Podoba mi się jego atmosfera. Podobają mi się jego gry. Wierzę, że gest artystyczny jest tu szczery. Wierzę, że Jagoda Szelc, kiedy mówi o życiu w języku, o sztuce filmowej, o metasemantyce – mówi szczerze.

I ja się zgadzam z tym, co mówi! Ale, z tego powodu, słuchanie jej nie jest dla mnie niczym szczególnie interesującym, niczym nowym. Wieża/Jasny Dzień jest – mam nadzieję – filmem na tyle orginalnym i autorskim, a jednocześnie uznanym: czyli wspartym wysokimi filmowymi nagrodami, że być może pociągnie za sobą odświeżający w polskim kinie nowy nurt kina metafizyczno/symbolicznego. To – mam nadzieję – wydarzenie w świecie producenckim.

Dla mnie najjaśniejszym punktem tego filmu jest autentyzm przedstawienia rodziny, świetne aktorstwo, naturalne w tych scenach dialogi.

Jednocześnie, właśnie, mimo całej mojej sympatii, muszę powiedzieć: o ile dla kogoś przyzwyczajonego do kina głównego nurtu Wieża może być szokująca, o tyle dla fanów kina artystycznego może być zbyt znajomym doświadczeniem. Ta francuska nowa fala była już dawno temu. Ten Trier, tutaj najbardziej wybrzmiewający jakby Antychrystem, a może Przełamując Fale, też swoje dobre filmy kręcił już dawno temu. Jasny Dzień nie jest aż tak arcydzielne i awangardowe, jak chciałbym, żeby było. Dla wielbicieli kina artystycznego to jest jednak trochę taka ośla łączka.

Trzymam kciuki za kolejne projekty. Jestem kibicem, który woła „odwagi! Pozwól sobie odlecieć! Bądź dziwniejsza, w pełni tak jak chcesz”.

Bo jest w tym kinie jakaś niedojrzałość i pretensja, która potencjalnie może być wartościowa.

Reklamy

6 myśli na temat “Wieża. Jasny Dzień.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s