Czytam: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Mówiłem już o tym doświadczeniu kilku bliskim, ale chyba potrzebuję sobie to uporządkować w tekście. Zwłaszcza, że kiedy o tym mówiłem, miałem wrażenie, że nie do końca udaje mi się wyrazić to, co chciałbym.

Chcę napisać o tym, jakie wrażenie zrobił na mnie Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki, poeta. Nie czuję ani potrzeby, ani umocowania w narzędziach, żeby pisać o jego poezji krytycznie. Za to chciałbym pisać osobiście. Dlaczego czuję, że mogę pisać osobiście? Ha! Właśnie o to chodzi.

(wpis również na facebooku i w wersji audio na YouTube)

Bo Tkaczyszyn-Dycki jest bardzo specyficzny. Moja lektura tego poety zaczęła się od znalezionych w Internecie losowych wierszy. Nie powinno tak się go czytać – znaczy, niby nie. Lektura kilku przypadkowych, dowolnych, spośród sporego dorobku (17 tomików!) trochę mnie wręcz odrzuciła. A jednocześnie – teraz już wiem – wybór przypadkowy powinien dawać dobry obraz poety, bo on ciągle pisze tak samo. Ciągle pisze to samo.

Powtórzenie jest u niego bardzo istotne. Bardzo istotny jest rytm, jaki tworzą ciągle nawracające nazwy własne, ciągle powracające natręctwa, ciągle powracające traumy.

I uwielbiam jego styl. Jego przedziwny styl! Niby wysoki, niby anachroniczny w tej czarnej formie, a jednocześnie poprzełamywany zwyczajnością, codziennością, jakimiś takimi dziwnymi zwrotami obracającymi tekst w śmieszność.

Zobaczenie jak on czyta swoje wiersze było dla mnie ważne. Może to śmieszne, oglądać, jak poeta czyta swoje wiersze, zwłaszcza kiedy robi to tak jak Dycki. Bo Dycki wymiotuje to słowa, rzyga nimi jak kot, mam wrażenie. To sprawia wrażenie jakiegoś takiego przedziwnego jednocześnie spektaklu, i jednocześnie czegoś bardzo szczerego i osobistego.

No i właśnie, ja przeglądałem ostatnio swoje stare wiersze, z taką autoanalizatorską ciekawością. Ale też pisałem nowe, i pokazywałem nawet nowe (o zgrozo). I Eugeniusz Tkaczyszy-Dycki dodał mi odwagi do mówienia na głos. To śmieszne? Być może. Naiwne? Na pewno. Ale hej, to jest taka postać, przez którą czuję, że warto być nawet śmiesznym i naiwnym, jeżeli dzięki temu jest się szczerym.


W nagłówku motyw z okładki „Nie dam ci siebie w żadnej postaci”, wydawnictwo Lokator.

Reklamy

Jedna myśl na temat “Czytam: Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s