Długi cień

Spojrzałem ostatnio w przeszłość. I nie mam tu na myśli tylko wierszy z liceum które odgrzebałem, ale historię dużo odleglejszą, historię mojej rodziny. Rodziny bardzo rozległej.

Na swój sposób wyjątkową postacią w tej historii jest mój pradziadek Ludwik. Ludwik Zając. Jest on wyjątkowy dla mnie bo: karmiony byłem skrawkami historii jego bohaterstwa. Ma na nagrobku wykute w końcu „bohater”. „Bohater walk o Polskę w I i II wojnie światowej, uczestnik bitwy pod Monte Cassino”. Weszło mi to w pamięć. Jestem też najstarszym synem jego najstarszego syna najstarszego syna. Jak bardzo anachroniczna byłaby ta tradycja, jest to też specjalna nić porozumienia. W końcu, najsilniejsza być może, miałem nosić po nim imię.

(wpis dostępny również na moim Facebooku i w wersji audio na YouTube)

Taki był plan. Aż do mojego urodzenia. Wtedy mama zdecydowała: Przemek. Przemuś. Miałem szczęście, Ludwikowie nie mają raczej łatwego życia w erze płynu do naczyń „Ludwik”. Za to na drugie dostałem Tadeusz, po obu dziadkach!

Nie miałem dostępu do historii pradziadka. Tylko ten nagrobek. Dwa zdania zapamiętane z dzieciństwa. Dziadek Tadeusz nie żyje od osiemnastu lat. Z ojcem nie potrafiłbym o tym rozmawiać. Drzewo genealogiczne jest w rozpadzie.

Udało się jednak! Żyje wciąż najmłodszy brat Tadeusza, Józef. Odwiedziłem jego dom, jego rodzinę. Nie widzieliśmy się odkąd byłem noworodkiem. Byłem wzruszony, i on był wzruszony. Byłem zaskoczony, jak bardzo z wyglądu przypomina mojego dziadka.

Ja za to jestem podobny zupełnie do nikogo. Ale jaki wyrośnięty! Jaki przystojny! (To akurat ciocia-babcia).

Obejrzałem album ze zdjęciami. Bardzo chciałem dowiedzieć się, jaki to był człowiek, co on czuł, jak działał. I był… żywiołowy chyba? Wciąż więcej w tej historii jest białych plam. Ale w I wojnie światowej udział brał… bardzo nieznacznie. Zaciągnął się tylko, a że był niepełnoletni, to matka go z koszar wyciągnęła. Jego ojciec, mój prapradziadek Piotr zginął w I wojnie, nie jako żołnierz, przypadkowa ofiara. W niedzielę pierwszy raz poznałem jego imię i jego los. Ludwik więc, półsierota, z matką został na Niewiarowskim gospodarstwie. Uczył się w szkole w Bochni. W wieku 20 lat założył swoją rodzinę.

Założył koło PSLu w gminie. Brał udział w strajkach chłopskich i robotniczych, był aresztowany.

 W 39 urodził się jego trzeci syn. We wrześniu 39, wezwany z rezerwy, wsiadł w pociąg do Przemyśla, do Lwowa. Jego oddział przesuwał się na wschód.

Jego oddział dostał się pod niewolę sowiecką. Był przetrzymywany w obozie w Starobielsku. Kiedy w 41 została utworzona Armia Andersa, i wyszedł z obozu, ważył 46 kilo. Widziałem zdjęcia z Iranu, Iraku, Palestyny. Topi się w mundurze. Na zdjęciach z plaży widać, jak bardzo wymęczeni to byli żołnierze. Ale też, że wtedy jak i teraz można było się bawić w leżenie w Morzu Martwym.

Wreszcie, Egipt, Włochy, Monte Cassino, Francja, Londyn. Polska. Dziewięć lat później? Nie mam pewności kiedy wrócił. Dwukrotnie ranny. Dziewięciokrotnie odznaczony. Sierżant. Niewiarów, swoja chałupa, swoja ziemia. Represje – i ich długi cień.

„urodziłem się pod znakiem trudu i wojny”. Tak zaczyna dwie strony maszynopisu, wspomnień wypisanych niedługo przed śmiercią. Ja teraz trochę lepiej rozumiem ten Znak, i ten długi cień wojny i historii, który w jakiś pośredni sposób, czuję też na sobie.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s