Osobista Archeologia

Znanazłem coś ciekawego, podczas przegrzebywania starego dysku sieciowego, na którym postanowiłem wreszcie zrobić porządek, o czym wspominałem zresztą tutaj. Znalazłem tam opowiadanie, z 2013 roku, kiedy byłem bardzo głupi przecież, i nawet nie studiowałem kulturoznawstwa. Teraz, czyta mi się je dziwnie, odrzuca samo patrzenie na litery. Nie jest dobre. Co więcej, jest mocno niepokojące. Ale, hej, jeżeli chcecie wiedzieć, co mogłem napisać parę lat temu, to właśnie to.


Przemysław Zając
COUP DE FOUDRE

To bardzo ważne, aby uchwycić jak najwięcej szczegółów – ciągle być bardzo skupionym. Kiedy to się skończy wszystko wyblaknie jak sen i będzie jeszcze trudniejsze do przypomnienia.

Z ciemności, która zdawała się trwać całą wieczność, przebijają pierwsze błyski. Nieukształtowane ciała, jak krople mleka unoszące się w nieważkości. Światła jest coraz więcej, przebija zasłonę, zdaje się przepalać kliszę. Po chwili można już oddychać, znika wrażenie ciężaru na piersiach. Zawroty głowy przyprawiają o mdłości, ale musisz szybko dojść do siebie, skupić się na tym, co widzisz.

Było dokładnie tak, jak opisywali mu jego koledzy. Kiedy otwierasz oczy zaraz po zanurzeniu niemal zapominasz o tym, że to, co widzisz nie jest prawdziwe, albo mówiąc dokładniej, że to ty nie jesteś prawdziwy, nie jesteś stąd.

Deszcz leje prostymi strugami prosto z nieba, szybko mocząc włosy Albert, leje mu się po twarzy. Czuje, czuje go bardzo wyraźnie. Odruchowo, jeszcze zamroczony, zgięty w pół – już widzi bruk ulicy i kałuże – chce wytrzeć twarz. Nie widzi swoich dłoni.

Chwila zdumienia, po chwili rozczarowanie. No tak, pierwszą rzeczą, przed jaką go ostrzeżono były próby oglądania siebie samego w tracie. Poczujesz się po prostu źle – mówili jego koledzy, i mieli rację. Niektórzy twierdzili, że można od tego oszaleć, uwierzyć, że się nie istnieje. Że jest się bezosobowym narratorem, powiedział raz wieczorem Frank. Oczywiście, nigdy się to nie zdarzyło – eksperyment był młody a Albert znał dobrze wszystkich, którzy wchodzili do zbiornika przed nim. Sam Albert był zupełnie przekonany o bezpieczeństwie projektu.

Zaraz wszystko powinno się unormować. Albert usiadł na krawężniku zmęczony, rozejrzał się. Co to może być za miasto? Chyba Paryż, chyba jest… hmm… dziewiętnasty wiek? Albert nie jest historykiem. Ale ocenia w miarę dobrze, tak, później okazało się, że to był Paryż, rok 1916 (to bardzo niewielka pomyłka), oczywiście on sam nigdy się o tym nie dowiedział.

Pierwszą sceną jest więc widok Paryża w deszczu, z poziomu ulicy. Woda płynąca ulicą, przejeżdżająca dorożka ciągnięta przez dwa czarne konie. Ludzie w płaszczach, nieliczni, daleko, rozmyci. Nie widać żadnej twarzy, tylko sunące mroczne sylwetki. Nie udało się dostrzec żadnej tabliczki z nazwą ulicy, żadnego szyldu. Następnie: przeniesienie akcji.

*

– to naprawdę jak sen – mówi Albert cicho, kiedy nagle świadomość powraca w zupełnie innym miejscu. Od tej chwili jednak zaczyna zapominać o nierzeczywistości tego, co widzi. Siedzi przy stoliku kawiarni, jest późny wieczór. Na stoliku pali się świeczka, obok niej w małym flakoniku fiołek. Obrus jest ciemnobordowy. Po drugiej stronie stolika siedzi kobieta.

Czujniki oznaczyły ten moment bardzo wyraźnie – wzmożona aktywność mózgu, niewielki (ale przecież wielki w takich warunkach!) skok tętna i ciśnienia.
Piękna, piękna, wspaniała, Albert niemal krzyczy na jej widok! Niesamowite słomkowe włosy, i skóra, taka wyraźna, widzi każdy pieg, każdą zmarszczkę. Ciemno podkreślone oczy spoglądają w dół, w filiżankę kawy. Gdy uniesie je pierwszy raz – by zawołać kelnera – czujniki oznaczą drugi, bliźniaczy skok aktywności. Jest bardzo szczupła, nosi prostą czarną sukienkę jaką moglibyśmy zobaczyć i współcześnie na ulicy, drobny srebrny naszyjnik. Albert czuje już zapach jej perfum, zniewalający, i sam jest już zniewolony. Coup de foudre.

Wyszedł z kawiarni za nią, mając nadzieje, że jeszcze zdąży ją usłyszeć. Nie zwracał już uwagi na ulice, na to, jakim konkretnie automobilem jadą.

*

Biała ściana, i uderzenie wściekłości. Albert zaciska zęby. Przeniesienie w takim momencie! Gdzie ona jest? Nie poznał jeszcze jej imienia, nie odezwała się w samochodzie ani razu, nawet do szofera.

Jakiś mały biały pokój, meble przykryte prześcieradłami. Drzwi – Albert łapie za klamkę. Moment poruszenia ich oczywiście wypadł z pamięci, więc nie należy tu o nim pisać. Za drzwiami schody, skrzypią pod krokami Alberta, ale bardzo bardzo cicho. Rozbrzmiewa pojedyncza nuta – fortepian! Iść za muzyką.

W salonie, w butelkowozielonym szlafroku, przy czarnym fortepianie zasiada ona. Czyli jednak jej nie straciłem, przyjechaliśmy tu razem. Kobieta pali papieros, przestała grać by strącić popiół, kiedy Albert podchodził bliżej.

Pokój jest bardzo duży, z wysokim sufitem, z którego zwisa ciężki żyrandol. Umeblowany oszczędnie, elegancko. Na ścianach wiszą portrety mężczyzn i kobiet, nikt nie przypomina jednak tej, która siedzi przy fortepianie.

Nie zamierza wracać do grania, zamknęła klapę klawiatury, wygląda przez okno w nasłoneczniony ogród.

Albert usiadł obok, wyjął jej z dłoni papierosa, zgasił w popielniczce. Splotła palce, i oparła na nich podbródek, wciąż patrząc przez okno.

– Kim jesteś? – wyszeptał, pochylając się – Kim jesteś?

Naturalnie milczała, nie mogła go usłyszeć.

Cisza.

Ale ten jej zapach, ten jej zapach sprawia, że Albert zupełnie przestaje myśleć… Oparł głowę na jej ramieniu. Faktura sukienki drapie policzek, ciepło jej ciała… Kiedy po dłuższej chwili poruszyła się i wstali razem, zobaczył, że oczy ma zaczerwienione płakała. Ale czemu?

Teraz z rosnącym poczuciem bezsilności ten duch patrzy, jak kobieta ociera oczy. Kiedy składała już chusteczkę, coś musiało w niej pęknąć, bo rozszlochała się nagle z wielką siła. Czy na chustce są wyhaftowane jakieś bolesne dla niej inicjały? Za późno, nie zdążył zauważyć zanim schowała ją zwiniętą i weszła do łazienki.

Albert stoi obok kiedy blondynka obmywa twarz, oddychając ciężko.

*

Wszystko zastyga, kiedy ona patrzy mu w oczy, zupełnie jakby widziała.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s