Mindhunter. Kilka słów o nowym serialu Finchera

Czasem detektyw wie, co robić. Zbiera ślady na miejscu zbrodni, sprawdza kto mógł mieć motyw, sprawdza kto co zyskał na śmierci ofiary, sprawdza alibi. Pyta o wrogów, sprawdza rodzinę. Ale czasem morderstwa, wyjątkowo okrutne morderstwa, popełniane są bez motywu. Bez zysku. Na zupełnie obcych ludziach. Mindhunters opowiada o początkach tworzenia profili behawioralnych przez agentów FBI. Mindhunters opowiada o początku rozumienia kim jest „seryjny morderca”.

To serial Netflixa, stworzony przez Finchera.  Po pierwsze: Finchera uważam za jednego z nielicznych reżyserów, którzy potrafią podnieść trywialny scenariusz kryminalny o jakość wyżej. Po drugie: słyszałem, że w serialu porządnie przedstawiony jest naukowy aspekt pracy bohaterów. To wysoko postawione oczekiwania!

Czy udało się im sprostać? To trochę bardziej skomplikowane. Widzicie, cały serial, dziesięć odcinków, obejrzałem w ciągu dwóch dni. Nie da się zaprzeczyć, że jest wciągający. Że są w nim świetne kreacje aktorskie (lepsze po stronie morderców niż agentów). Że traktuje poważnie temat, i że świetnie prowadzi wątki kryminalne i osobiste (prawie) do końca.

Wciagający, ale pozostawił po sobie uczucie niedosytu. Niestety, nie to dobrego rodzaju. Naukowość serialu ulatuje bardzo szybko, a typowe dla serialu Netflixa zwolnienie przed finałem nie znika – serial kończy się na spowolnieniu. Może największą wadą będzie niewykorzystanie świetnych postaci towarzyszących głównemu bohaterowi. Zarówno Bill Tench jak i Debbie Mitford to sylwetki świetnie zarysowane, wielowymiarowe. Które zepchnięto w tło dla Holdena Forda.

Holdena z którym mam problem. Bo to świetna postać – w założeniach. Wycofany społecznie, bardzo inteligentny, idealista. Pragnący się uczyć, skupiony. I to może być spojler, ale tym właśnie najbardziej się rozczarowałem. Holden przechodzi bardzo konwencjonalną przemianę. Ulega zachwytowi nad swoją pracą, nad swoimi osiągnięciami, trawi go narcyzm. W tym narcyźmie dystansuje od siebie ludzi, i niszczy to nad czym tak pracował. W końcu, konfrontując się ze śmiercią, uświadamia sobie, jak jest zagubiony.

I nie mam problemu z tym, że to konwencjonalne. Nie ma niczego inheretnie złego w konwencjonalności. Problem leży w przesadzie, w cholernym przeszarżowaniu, które sprawiło, że serial stracił swoją bliską skórze wiarygodność.

Wszędzie widzę raczej zachwyty. Trochę mnie smucą, bo to nie jest aż tak dobry serial. Jest w porządku. Jest średni. I raczej nie warto.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s