Dunkierka

21 lipca 2017 do kin wszedł film Christophera Nolana, Dunkierka. To film robiący duże wrażenie, film będący w pewien szczególny sposób arcydziełem technicznym.

Dunkierka opowiada o wydarzeniach z II wojny światowej. Wojsko angielskie w roku 1940 wycofało się z kontynentu po nieudanej próbie wsparcia Francji w walce przeciwko nacierającej III Rzeszy. Otoczeni w Dunkierce, niemal mogą zobaczyć dom przez Kanał. 400 tysięcy żołnierzy, czekają na możliwość powrotu.

Nolan ma swój charakterystyczny styl. Pierwszą rzeczą, która go wyróżnia w moich oczach, to umiłowanie do skomplikowanych struktur narracyjnych. Narracja symultaniczna w przeszłości i teraźniejszości – to właściwie standard, ale idźmy dalej. Historie opowiadane w nieuporządkowanych fragmentach. Historie o konstrukcji szkatułkowej – Incepcja – czy te, które jak Interstellar wykorzystują fenomen dylatacji czasu, by w różnych miejscach przyspieszać i zwalniać opowiadanie. Dunkierka również ma coś takiego. To dopracowana maszynka narracyjna, w której trzy wątki rozgrywające się w różnej rozciągłości czasowej, i w różnych miejscach, dążą do wspólnego przecięcia.
Pierwszy wątek, to wybrzeże Dunkierki. Tydzień, tydzień otoczonych przez wrogie wojsko żołnierzy, wystawionych na ostrzał na plaży i na molo. Przerażeni młodzi chłopcy, i kilku dzielnych oficerów. Drugi wątek to historia trójki cywilów, anglików którzy swoją małą cywilną łódką płyną do Dunkierki. Wątek trwa jeden dzień, i jest dla mnie najciekawszy, później powiem dlaczego. No, i trzeci wątek, trzy samoloty myśliwskie Spitfire, wysłane nad Dunkierkę na czas ewakuacji. Wątek trwa tylko godzinę.

Maszynka narracyjna, i maszynka wizualna. Arcydzieło techniczne, mówiłem, prawda?

Reżyser mówił, że doświadczenie Dunkierki będzie takie, to wirtualnej rzeczywistości. Tylko bez hełmu. To nie jest przesadzone twierdzenie! Widziałem ten film na ogromnym Imaxowym ekranie, i takiego rodzaju seans również rekomenduję. Obraz jest piękny. Kolor, sam kolor jest niezwykły. Dominuje oczywiście, niebieskie niebo, niebieska, morka woda. Nie wiedziałem, że można zobaczyć aż tyle odcieni niebieskiego. Za zdjęcia odpowiadał Hoyte von Hoytema, swoją drogą absolwent łódzkiej filmówki! Co więcej, film niemal w całości powstał przy użyciu kamer Imaxowych. One są ogromne, ogromne i kręcące na filmie, na filmie którego jedna klatka ma przekątną dwukrotnie większą niż standardowa. Tym większy mój szacunek dla ekipy – zresztą, polecam materiał z kanału Na Gałęzi, o tym jak Dunkierka była kręcona.

 

Ale, nie tylko wzrok, ale i słuch są całkowicie obezwładnione przez Dunkierkę. Samo udźwiękowienie, efekty sprawiają niesamowite wrażenie. Odgłosy samolotów, wystrzałów, torped, eksplozji. Wszystko brzmi przerażająco prawdziwie.

Muzyka, muzyka potęguje odgłosy wojny, podkreśla je subtelnie. Zdaje się wypływać bezpośrednio z odgłosów wojny. Hans Zimmer tworzy muzykę nienarzucającą się. Podobnie jak filmowanie Nolana, technicznie nienaganną. Podobnie jak filmowanie Nolana, przewidywalna, i bezuczuciowa. Nie wiem, czy dobrze będzie się jej słuchać samej w sobie, wiem, że ja tego nie będę robił. Ale w filmie sprawdza się idealnie. Dodatkowo, Zimmer wykorzystał w muzyce iluzję głosową nazywanej oscylacją Sheparda. Sprawia ona, że dźwięk zdaje się nieskończenie narastać. Napięcie, jakie komunikuje muzyka, jest niemal nie do wytrzymania.

 

 

Niemal nie do wytrzymania jest zanurzenie w tym filmie. To celowe, nie wątpię. Pewnie potęguje to wrażenie na mnie mój lęk przed wodą – który w połączeniu z wielokrotnym topieniem się w morzu, sprawia, że mam ochotę uciekać z kina.

Tak silne wczucie się w film można wywołać właśnie na dwa sposoby. Najlepiej, jeśli oba działają naraz. Pierwszy to przejęcie zmysłów – i to Nolan robi perfekcyjnie, zagarniając wzrok i słuch widza. Nie potrzebuje więcej. Drugi sposób, to wczucie przez empatię, przez współczucie bohaterom, emocjonalne zaangażowanie w opowieść. Ten aspekt, niestety, w tym filmie jest szczątkowy.

Zwłaszcza w wypadku wątku Molo. Młodzi żołnierze są właściwie nierozróżnialni. Dialogi właściwie nie istnieją. Dialogi nie istnieją też w chmurach – tam większość aktorstwa robi mimika Toma Hardyego. To wielka sztuka, sprawić, że tak oszczędny w słowa film był angażujący – i to się udaje – ale jednak mimo wszystko czegoś tu brakuje. Dlatego najbardziej lubię akcję rozgrywającą się na morzu. Tam, mam wrażenie, mamy najbardziej ludzką relację – i najlepiej rozegrany dramat. Żołnierze na plaży są bardzo przeźroczyści. Można mówić, że to zaleta, że łatwiej się samemu z nimi utożsamić.

Jednocześnie, kolejną z niewątpliwych zalet tego filmu jest poziom aktorstwa. Aktorstwa, które musi realizować się przez zdecydowaną większość czasu bez dialogu. Nie mogę wskazać tu jakiejś sztucznej gry, jakiejś fałszywej nuty. Oczywistym do podkreślenia jest wskazywany przez recenzentów często, i lubiany również przeze mnie, Tom Hardy, który mówi niewiele, a większość filmu spędza w masce pilota. Muszę również zwrócić uwagę na Jamesa Darcyego, w roli pułkownika piechoty oczekującego na plaży, i charyzmatycznego Kennetha Brangha, w roli Komandora Boltona, który w pięknym oficerskim płaszczu prezentuje się jak pomnik bohaterstwa.

To nietypowy film wojenny, zwłaszcza jak na standardy dużego zachodniego kina. Przede wszystkim, nie opowiada o zwycięstwie, ani o zwycięskiej porażce nawet, ale o ewakuacji. Porusza temat wstydu z przegranej. Nolan nie boi się pokazywać przestraszonych chłopców. Bardzo mi się to podoba.

Bardzo mi się to podoba, bo nie przepadam za filmami, które powielają mem heroizmu, rozumianego jako brutalny heroizm wojenny. To mem, który zabija miliony ludzi w trakcie wojny, i który powoduje nie mniej cierpienia i osobistych dramatów w trakcie pokoju.

Nolanowi zdarzało się grzeszyć nadmiarem patosu w filmach fantastycznych, wydawałoby się więc, że tutaj, kiedy mowa o prawdziwej wojnie, i prawdziwych bohaterach, patosu będzie jeszcze więcej. Na szczęście, jest go tyle, ile trzeba. To znaczy, nie za dużo. Całkiem możliwe, że to właśnie dzięki wspomnianej już wcześniej oszczędności w dialogach.

Problem bohaterstwa jest zarysowany delikatnie. Dunkierce udaje się wykonać trudną sztukę, i oddać cześć żołnierzom, jednocześnie nie czyniąc z nich posągów. Mają swoje momenty słabości, słabości przechodzącej w tchórzostwo. Jednocześnie, nie da się tego filmu uznać za antywojenny, wątpię, żeby jakiś weteran, weteran Dunkierki lub jeden z tych młodych, poczuł się urażony oglądając ten film. Czy to dobrze? Myślę, że nie do końca. Delikatny balans między ukazaniem potworności wojny i pomiędzy uczczeniem bohaterstwa, sprawia, że trudno nie zauważyć, że film jest niezwykle… niekontrowersyjny. Bezpieczny. Pozwala, na przeżycie, ale na pozostanie osobą bez opinii.

Kontrowersje pojawiają się, jeśli chodzi o casting Nolana. Armia brytyjska z czasów II wojny światowej to nie tylko biali Anglicy, ale również pochodzący z kolonii Imperium żołnierze o innych kolorach skóry. Nie mam wystarczającej historycznej wiedzy na temat tej konkretnej operacji, ale trochę reprezentacji by się przydało.

Trudno mi ocenić ten film. Jeżeli głównym kryterium jest to, czy warto poświecić czas i pieniądze, żeby zobaczyć go w kinie – to tak, zdecydowanie warto. To techniczne arcydzieło, z niedociągnięciami w ludzkim wymiarze opowieści.

Jeśli już musimy dojść do tej ostateczności, jaką jest ocena liczbowa: daję mu osiem na dziesięć. I nominuję do Oscara za zdjęcia i realizację dźwięku.

8/10

Reklamy

3 myśli na temat “Dunkierka

  1. Wystawiłem identyczną ocenę i pod niemal wszystkim się podpisuję. Wspomnę jeszcze tylko o tykającym zegarze w tle który niesamowicie podbije napięcie w poszczególnych scenach.
    Co do bardzo podobnych aktorów na plaży – ja myślę, że to celowe. Żołnierze na wojnie są anonimowi. To nie film o konkretnym bohaterze, a raczej postawie, desperackiej próbie ratowania życia. Zamiast jednej osobie sympatyzuję się ludziom w beznadziejnej sytuacji.

    Lubię to

    1. Masz rację, to prawdopodobnie celowe. Ale, mimo to, niezwykle mnie to rozpraszało w trakcie seansu. Zwłaszcza pod sam koniec, kiedy cóż SPOILER ALERT w kutrze tożsamość jednego z nich jest ważna dramatycznie, to nie do końca później w wodzie wiedziałem który z nich przeżył bądź nie

      Lubię to

  2. Dostaję bardzo mieszane sygnały o tym filmie. Większość blogerów ocenia go wysoko. Większość znajomych, którzy go obejrzeli, marudzi, że bida z nędzą. I bądź tu teraz mądry…

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s