Liście i dachówki

To nie jest pierwszy raz kiedy opowiadam tą historię.

Bardzo dobrze pamiętam, jakie wrażenie zrobiły na mnie drzewa parku w Niepołomicach, zaraz po wyjściu od optyka, w pierwszej mojej parze okularów. Oczywiście, wiedziałem jak wyglądają liście i wiedziałem, że tam są, ale – tak naprawdę – nie widziałem ich od lat. A później zobaczyłem dachówki! Czerwone dachówki pobliskiego zamku, każdą tak wyraźnie!

Wyczuwacie w tej historii jakiś metaforyczny potencjał? Może by tak zapytać „a kiedy ty przestałeś widzieć liście” albo ułożyć jakieś zgrabne porównanie do tego „przejrzenia na oczy”? Więc, wyobraźmy sobie, że żyję z tym swoim bardzo intymnym przeżyciem zobaczenia liści, opowiadam o nim tylko najdroższym osobom, aż nagle, przypadkiem, w telewizji postać z amerykańskiego serialu o młodych lekarzach powtarza dokładnie te same słowa.

Opowiada, jak to było jej całkiem w porządku z mężczyznami, ale kiedy pierwszy raz przespała się z kobietą, i odkryła, że tak, TAK, tylko kobiety, to było jak takie przeżycie, jak to kiedy pierwszy założyła okulary, i zobaczyła liście. Wzruszające, wstrząsające, wspaniałe. Byłem wściekły!

Dziś, kiedy wyszedłem w nowych okularach (trzeci raz w moim życiu) i zobaczyłem liście, przypomniało mi się to wszystko. Ale pomyślałem o tym, że to jednak wspaniałe, że jakiś scenarzysta przeżył to co ja, że prawdopodobnie przeżyły to tysiące wrażliwych chłopaków, tylko jakoś nikt o tym nie mówi. I jakoś poczułem się mniej samotny.


A wzorem którym kierowałem się w wyborze oprawek były oprawki Gaiusa Baltara.

Battlestar Galactica

Reklamy

2 myśli na temat “Liście i dachówki

  1. Hej P. T. Zając :) Też ostatnio o tym myślałam. Napisałam opowiadanie, w którym kluczowym motywem jest duże zwierzę, które zupełnie nie pasuje do scenerii, w której rozgrywa się akcja. Byłam oczywiście związana emocjonalnie z tym zwierzem, bo 1. to MOJE opowiadanie ;), a 2. stanowi coś w rodzaju metafory mojego doświadczenia. Także wyszłam z założenia, że mój pomysł = moje zwierzę. Z błędu wyprowadził mnie polski nienajnowszy już film, w którym pojawia się MOJE zwierzę, tylko, że nie odgrywa tam tak istotnej roli, jak u mnie…ale jest! i to jest właśnie moc sztuki, komunikacja na zupełnie innym poziomie niż potoczny i to jest piękne!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s