Miasto 44

Czekałem na ten film, pierwszy zwiastun wyglądał naprawdę nieźle. Lana mi nie przeszkadzała. Sam Komasa też miał u mnie kredyt zaufania po Sali przy której bawiłem się całkiem dobrze.

W Mieście 44 poznajemy historię Stefana, dosyć irytującego Warszawianina, pewnie dwudziestoletniego, syna rozhisteryzowanej aktorki, syna żołnierza polskiego który nie wrócił. Zbliża się powstanie, sowieci są już niedaleko, młodzież się cieszy, że zbliża się front.

Wszystko co jest nie tak z Miastem

Jest oczywiście kilka zalet w tym filmie. Przede wszystkim wysoki poziom realizacji efektów. Jakimś tam talentem dysponuje Wichłacz (która bardzo ładnie potrafi się rozpłakać od zera), jakimś też dysponuje Próchniak. Jest kilka naprawdę dobrych scen – tutaj najczęściej wymieniany jest chyba deszcz krwi, ale jak dla mnie najlepsze jest zejście SSmana do piwnicy szpitala.

Niestety, cała reszta jest bardzo nietak. Niestety, scenariusz jest bardzo słaby, nie potrafi połączyć tych kilku ujęć w dobrą historię.

Dla przeciwwagi jest też kilka bardzo słabych scen. O ile seks przy dubstepie kupuję, o tyle słysząc „dziwny jest ten świat” trochę się zdziwiłem, pocałunek wśród pocisków wyglądał naprawdę dziwnie… A ściskające się kanały na mnie nie podziałały, wręcz przeciwnie, miałem wrażenie, że Komasa przeskakuje rekina. Czyli: scen operujących obrazem metaforycznie jest albo zbyt mało, ale zbyt dużo. Lubię takie zabawy z formą, ale tutaj się to nie udało. Najgorzej zagrało chyba ich liebie dich Orlando di Lasso zagłuszające najlepszą scenę walki. A samo przesunięcie tej piosenki chwilkę później, powiedzmy na wystrzał czołgu, znacznie lepiej by podziałało.

Główny bohater, Stefan, to jakaś porażka, ma imię i kwadratową szczękę, ale nie ma charakteru. Potencjał całej reszty postaci został zmarnowany. Biedronka i Kama mogły mieć interesującą relację, ale została ona pokazana w zaledwie jednej linii dialogowej. Grupa powstańców mogłaby być ciekawa – ale nie poznajemy ich właściwie wcale, przez to skupienie się na nudnym Stefanie. Chciałbym wiedzieć więcej o Beksie i Góralu.

Wątek miłosny jest przedstawiony w sposób nieangażujący i nierealistyczny. Nie potrafię się nim przejąć.

Jest bardzo mało walki w tym filmie. Tak naprawdę jest jedna potyczka. Nie ma w tym filmie głodu, nie ma bombardowań. Nie czuć przemijającego czasu, nie czuć wycięczenia mieszkańców i bohaterów. Tak, widzimy mieszkańców w piwnicy, ale nie ma w tych scenach żadnego dramatyzmu. Kiedy przychodzi kryzys, i krzyczą „po co to wszystko było, po co”, i ktoś tam woli się zastrzelić, przychodzi to zupełnie nagle. Powstanie trwało 63 dni, w filmie nie czuć w żaden sposób tego upływu czasu. Widzimy zniszczone miasto – ale nie widzimy stopniowego niszczenia miasta, co ważne, tak naprawdę nie zobaczyliśmy miasta przed zniszczeniem.

Potencjał dramatyczny powstania jest ogromny, i nie został tutaj wykorzystany.

Trudno też doszukać się w filmie jakiegokolwiek przesłania, poza komicznym przestrzeżeniem dystrybutora, że ci młodzi ludzie ginęli przez swoje zasady, i ty też miej zasady, i zgłoś jak ktoś będzie w kinie ten film nagrywał. Mam wrażenie że Komasa nie próbuje nawet tym filmem niczego powiedzieć.

Moja ocena: 4/10. Za techniczne dopracowanie, za kilka ładnych scen. Czy warto iść na Miasto 44 do kina? Jeśli jesteś wycieczką szkolną – w sumie można pójść. Warto też zobaczyć, bo w jakiś sposób to film przełomowy jakościowo, no, i warto wziąć udział w dyskusji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s