Jak zostałem dawcą krwi

Wczoraj pierwszy raz oddałem krew. Napiszę o tym kilka słów, między innymi dlatego, że na mój blog z wierszami miałem wejścia z „honorowego krwiodawstwa górników”, więc zapotrzebowanie jest.

Zamiar pojawił się już dość dawno, pierwszy raz byłem na Rzeźniczej w zimie, jeszcze przed moimi osiemnastymi urodzinami, albo i bez dowodu. Taka naiwność. Pani w szatni się zdziwiła, dlaczego zaraz wróciłem po kurtkę. A mi było wstyd.

Później krwiodawstwo stało się bardzo modne w mojej klasie. Dlaczego? Mieliśmy raczej surowe warunki usprawiedliwień nieobecności, a papierek z punktu za dzień sprawdzianu budził może uśmiech, ale też usprawiedliwiał bez problemu. A mnie jakoś to wtedy się nie udało. Ani później, kiedy pobierano krew u mnie w szkole.

No, ale w końcu poszedłem.

Stresowałem się bardzo. Nigdy się nie bałem zastrzyków ani krwi, ale ta cała atmosfera jest mi obca, nie czuję się z tym dobrze. Następnym razem będzie lepiej.

Wiedziałem już, że trzeba wyjść po schodach, to wyszedłem. Później się okazało, że powinienem tam na dole wziąć plastikowe butki, no ale nie wziąłem.

Najpierw rejestracja, wypełnianie formularza, oddanie próbki krwi.

– śniadanie było?
– było
– a pił pan dziś dużo?
– no… dziś nic…

Piłem poprzedniego wieczoru, warto jednak rano też butelkę opróżnić. No nic, pójdę do dystrybutora.

Czekam na badanie, zauważam, że kilka osób ma te plastikowe butki. Ale nie wszyscy, więc spoko, może nie obowiązkowe. Choć trochę się zaczynam bać, że mnie opieprzą.

Lekarka słuchająca mojego serca zauważa, mówi, żebym się uspokoił. Ale jak, kiedy ja nie mam bucików!

– a śniadanie pan jadł?
– tak, tak
– a pił pan dziś?
– no, trochę piłem

A później jeszcze:

Tatuaże? Nie. Piercing? Nie. Transfuzje? Nie. Choroby zakaźne? Nie. Pobyt w szpitalu? Nie.

co to za życie.

Kubeczek wody wypiłem, z tego dystrybutora, po tej rozmowie. Poczekalnia przed pobieraniem. Tutaj jeszcze więcej butów ochronnych, jak ktoś wychodzi z pobierania to zawsze zdejmuje. Ci, co ich nie mają, to osoby towarzyszące, czekające tutaj!

To wstaję, idę po te niebieskie torebki. I kiedy wychodzę na korytarz, woła mnie pielęgniarka.

Umyć przedramię trzeba sobie, płyn wypłynął nie tam, gdzie myślałem, czyli nie na moją dłoń, a na nadgarstek. Też ok.

Wkłucie nie bolało, jakoś tak też wyszło, że na to patrzyłem, i na krew co popłynęła tymi rureczkami. Waga do krwi, ta co kołysze woreczkiem, coś się nie może włączyć. Pani sprawdziła, czy wie, kiedy ja się urodziłem, a ja z rozpędu poplątałem się przy roku, zaczynając, że dwa tysiące… Przy około 70% napełnienia, troszkę mnie zmroczyło, pociemniało w oczach jak przy nagłym wstaniu czasami. Pielęgniarka przycisnęła guzik, moja leżanka podniosła moje nogi do góry. A później wody się napić dostałem, posiedziałem chwilę.

Pielęgniarkom nie działa youtube, skarżyły się między sobą, że wcześniej to tylko głosu nie było, bo bez głośników, a teraz nie obejrzysz, bo program zainstalował, albo odinstalował. Biedne!

Mną zajmowała się Anna Marchewka. Było na papierku, na który później odebrałem ten ekwiwalent kalorii.

Niestety nie ta. Tej to bym oddał tej krwi więcej, jestem fanem. Rozczarowanym, że nie ma fanpage.

Później dostałem te czekolady, herbatę (czarną, fuj), posiedziałem chwilę, i wyszedłem.

Inne pieśni

Zjadłem idąc dwie czekolady. O nie nikt mnie nie prosił, tylko raz o pieniądze, a raz o papierosa.

Zamierzałem wpaść do Lovekrove, ale spłoszył mnie facet z macbookiem siedzący na wprost drzwi. Toż to dla mnie za wysokie progi! A jak mi na strunę nie starczy?

Struna kosztowała 3.50. Powstrzymałem się przed kupnem okularów, burgera zjadłem w burger kingu (Mistrzowski z bekonem – 7/10). Kupiłem sobie wodę Żywioł – w końcu muszę dużo pić, a oni sponsorują Rocka podróż do Ameryki, nie mogą być źli.

W empiku nie było Fragile, do którego kupna się przymierzałem, ale albo to jakoś nie wyszło, albo to temat nieciekawy. Magazyn Ha!Artu wydał mi się jeszcze mniej ciekawy, a na okładce nie znalazłem ceny. Za to magazyn MOCAKu? Przecież tam też wspominana Anna Marchewka bywa, kiedy nagrywają do trójki, i w ogóle, arty arty… I otwieram, i cenę widzę, i myślę: kupię. I przeglądam, esej graficzny, ciekawe. I przeglądam dalej. MARTA ZABŁOCKA. Że o podłogę tym nie rzuciłem, to cud. Marta i sztuka konceptualna? Chyba nie.

Kiedy byłem już w pociągu, Julia odpisała, co robiłem w jej okolicy (bo to jej okolica), no to wytłumaczyłem. Szkoda, że nie uprzedziłem wcześniej, bo by mnie do domu zaprosiła. Przydałoby się właściwie, niezbyt bezpieczne było to się jednak tak szwendać po Krakowie (przez Kazimierz sobie spacerowałem, ale tam było pięknie wczoraj!) samemu w takim stanie jednak osłabienia.

Opatrunek mam wciąż jeszcze, ten od pobierania, solidnie to wygląda, nie ruszam. Rękę miałem oszczędzać kilka dni, NO ALE.

Wstawaj, wstawaj, dziesiąta już! Dziesiąta! W noc się śpi, w dzień się nie śpi! Dziesiąta!

– babcia, 8:45

I targałem tą kosiarkę, targałem. Nie  chciałem zapali. No ale zapieram się, ciągnę obiema dłońmi, po chwili serce bije mi jak oszalałe. I szarpię, i szarpię, i mnie mroczy, i siadam odpocząć, i próbuję znów.

Przełącznik przy rączce był ustawiony na „stop”. Przestawiłem, i zapaliłem za drugim pociągnięciem.

Reklamy

Jedna myśl na temat “Jak zostałem dawcą krwi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s